A to własnie my

Moje zdjęcie
Ona- przyszła żona tuż tuż,magister prawnik,chwiejna emocjonalnie, z zimnymi stopami. Estetka.Studentka miesiąca pewnej gazety. Prawdziwa baba z setką szpilek i ukochanymi torebkami.Wybaczy, ale nie zapomni.Interesują ją seryjni mordercy i kryminalistyka. NY w sercu od zawsze na zawsze. Marzy o pracy w dużej korporacji. Hobbystycznie bywa w sh. Szyje,doszywa,przerabia.Paznokcie muszą być zawsze pomalowane, zazwyczaj czerwień. Chciała być baletnicą i skrzypaczką. On- urzędnik, największy i niekwestionowany fan Mistrza Yody i Transformers,magister z licznymi naukowymi dyplomami still in progress, najbardziej rozchwytywany despotyczny korepetytor w wojewódźtwie.Furiat. Wariat który oświadczył się po nie całym roku znajomości. Nie marzy o BMW. Śpi z psem i się tego nie wstydzi. Nie wolno go pospieszać= typowa waga. Jego danie popisowe to spagetti wymagające mycia całej kuchni od podłogi po sufit, bo gotuje z rozmachem;) Razem- uzależnieni od energy drinków i colki. Marzymy o psie i wolno stojącej wannie.Kochamy Tesco, wyraki i lemury. Planujemy ślub, gryząc się przy tym niemiłosiernie:)Pomysł na bloga w zasadzie o wszystkim powstał spontanicznie już kilka razy. Enjoy!

sobota, 16 lutego 2013

Jak wybrać salę na wesele

Przygotowuję cykl wpisów o tematyce ślubnej. To co przeżyliśmy my, lub rady które udzielili nam już ci którzy wesela swoje przeżyli. Nam te rady się przydały, czego najlepszym dowodem było nasze wesele które odbyło się wg naszego planu, bez żadnych wpadek. A nikt nie doradzi jak ten kto to już przeżył.


Sala weselna to jedna z najważniejszych kwestii ślubnych, jeśli nie najważniejsza. 

KIEDY rezerwować ? Jak najwcześniej. Na najlepsze sale czeka się nawet do 2 lat (nie mówię o niedzialach i świętach) Oczywiście że można zorganizować wesele w ciągu miesiąca ale czy to będzie akurat TO wymarzone wesele? Raczej nie. 
My na naszą salę czekaliśmy ponad 1,5 roku. W czasie podpisywania umowy lokal był jeszcze w budowie na którą nie można było wejść. Widzieliśmy tylko wizualizacje architekta a swoje zaufanie oparliśmy na dobrej opinii właścicieli którzy mieli już jeden lokal, chwalony w okolicach. Uznaliśmy że może być już tylko lepiej i tak było. 

Są to tylko moje subiektywne opinie.  

Na co zwrócić uwagę przy wyborze sali: 

1. Opinia otoczenia- fora ślubne ( brać poprawkę na czarny PR który robi konkurencja),  znajomi, znajomi/ znajomych 
2. Miejsce
- otoczenie pełni bardzo ważną rolę. Podczas wesel w miesiącach letnich miło jest wyjść poza lokal. I goście bardzo to lubią. Co prawda wesele może ale nie musi się "rozejść" ale na siłę ludzi nie utrzymacie. 
- unikajmy sal położonych bezpośrednio przy ruchliwej ulicy w centrum,
- przy oglądaniu sali obejdźcie lokal zwracając uwagę na to czy w okolicy nie ma otwartych śmietników  czy firmy budowlanej ( my z firmą spotkaliśmy się przy jednym pięknym lokalu). Stojące za płotem koparki nie wyglądają dobrze w scenerii ślubnej. 
- odległość od kościoła. Nie ważne czy macie wynajęte autokary czy goście jadą samodzielnie, optymalna odległość nie męcząca wynosi do 15km. (Pamiętam dojazdy 20 i 25km- koszmar mało nie zasnęłam w autokarze)
3. Wielkość 
- właściciele określą optymalną i minimalną ilość osób która zmieści się w danej sali i należy się do tego dostosować, mają oni doświadczenie większe niż my. Źle wyglądają zbyt małe wesela w ogromnej sali, nawet tej najpiękniejszej, a i tłok na weselu zabawie nie sprzyja. 
4. Cena 
- Tu jest rozpiętość ogromna. Zazwyczaj ustalona od osoby. Waha się przy większej lub mniejszej ogólnej ilości osób. Zdarza się, że w cenie lokale zawierają - wódkę, ciasto, gościnniki ( ciasto na wynos dla gości), owoce lub inne rzeczy typu fontanny czekoladowe, pokrowce na krzesła, stoły sushi, drink bar, wyspy owocowe, pokazy fajerwerków, spa w rocznicę ślubu itd. Absolutnym standardem jest chlebek na powitanie pary młodej, szwedzki stół z napojami gorącymi, szampan na powitanie gości i apartament małżeński. Spotkałam się nawet z tym że para musiała kupić sobie kieliszki do stłuczenia?! 
Czy to się opłaca? To zależy, byłam na weselu gdzie w cenie było ciasto i owoce i nie dość że było ubogie ( w sierpniu tylko jabłka i śliwki?!) to ciasta było bardzo mało, a jak się kończyło to obsługa nie uzupełniała, podobnie z uzupełnianiem w innym lokalu było z wódką. 
 My w cenie mieliśmy apartament na noc poślubną, szampana,chlebek, kieliszki;), stół wiejski który sami wzbogaciliśmy o prawdziwe wiejskie przetwory i zniżkę na pokoje dla gości którzy nocowali. Czyli standard. Owoce (hurtownie owocowe są w każdym mieście!), wódkę (szukać promocji i porównywać ceny tesco,selgross,makro,real, carrefor lub hurtownie alkoholu), ciasto kupiliśmy sami. Czy się opłacało? Cenowo tak. Kupując wódkę, namierzyliśmy ją w okazyjnej cenie (Tesco!) a mieliśmy 0,5l Smirnoffa za chyba ok 16 zł sztuka z tego co wiem byliśmy ponad 1000zł do przodu korzystając z promocji, ciasto zamówiliśmy w cukierni która miała b.dobre opinie w mieście ( degustacje przed zamawianiem również są standardem!!! gorąco to polecam). 
- Okrągłe stoły, nie dajcie się naciągnąć na wyższą cenę. Nie robi to absolutnie żadnej różnicy obsłudze. Szalenie modne, estetyczne. Zastanów się jednak czy masz jak usadzić rodzinę przy takich stołach. My nie mieliśmy jak usadzić każdego by był zadowolony, dlatego wybraliśmy ułożenie niestandardowe( NIE podkowa!)
- Pokrowce na krzesła, dobrze gdy są wliczone w cenę. Spotkałam się z salą która kazała płacić sobie za każdy pokrowiec z osobna (pamiętam  że w naszym wypadku był by to ok 1000zł!!!)  a później okazało się że te pokrowce o których rozmawialiśmy (było tylko zdjęcie na stronie www)  z jednego wesela na dodatek pokrowce załatwiła sobie sama para młoda, z innej firmy dekoratorskiej - przy czym właścicielka zapewniała że to ich sali własność ?! (Dlatego trzeba śledzić fora ślubne!!!). W naszej sali pokrowce mieliśmy oczywiście wliczone w cenę. 
5.Toalety!
Niby nic ale zwracajcie uwagę ile jest kabin i czy jest czysto w momencie jak oglądacie lokal. Nie trudno się domyślić że jeśli nie ma wesela a jest brudno to podczas weselnego zamieszania będzie jeszcze gorzej... Kabiny- im więcej tym lepiej, to oczywiste. 
6. Obsługa
Nie oszukujmy się, jeśli jedziemy oglądać salę a obsługa nas lekceważy to ja bym tam złotówki nie zostawiła. Jednak pamiętajmy- żadnych fochów, i przed rezerwacją oraz w czasie wesela, jacy my dla nich będziemy tacy oni dla nas w zdwojonej mocy;) 
7. Umowa 
Oczywistą sprawą jest że nie dajemy zaliczek/zadatków bez podpisania umowy. Takie czasy - nic na gębę. Przed podpisaniem warto ją wziąć do domu i dokładnie przeczytać, przemyśleć. Ja naszą umowę zmodyfikowałam bardzo, pani manager się dziwiła bo przecież ich umowę konstruował prawnik dopiero przyznała mi że się "nie dziwi" że to zrobiłam, gdy dowiedziała się że i ja jestem prawnikiem. Dodałam kilka kruczków, i otworzyłam kilka bramek które asekuracyjnie sobie zamknęli. Po podpisaniu mojej wersji umowy byłam już spokojna co do lokalu. 

Swoją drogą muszę przyznać że nasz lokal się świetnie spisał, a pani manager sprawiła że w dniu ślubu nie musiałam się niczym przejmować. Na moją prośbę przesłała mi nawet na kilka dni przed ślubem listę nazwisk osób z obsługi. 

8. WARTO 
- Warto pojechać przed godziną 0 innej pary, i zobaczyć jak to wszystko wygląda. Tzn, oczywiście należy najpierw zapytać właścicieli czy możemy. Pamiętajmy aby najpóźniej do 30 minut przed przyjazdem pary młodej się nie kręcić ani w lokalu ani przed, chyba żadna para młoda by tego nie chciała. Obsłudze też nie przeszkadzamy!!! 
My pojechaliśmy na 2 h przed weselem, i wszystko już było gotowe, wrażenia oczywiście znakomite. 

Nasza sala Trzy Róże

9. PYTAĆ WŁAŚCICIELI :
- Czy dysponują dodatkowym źródłem prądu! BARDZO WAŻNE! Pamiętajmy że podczas wesela są włączone chłodnie, lodówki, kuchenki, światło, zamrażarki i cała orkiestra/dj ale to i tak bardzo dużo prądu na raz. Co jeśli wysiądzie prąd?! Goście przy świecach mogą siedzieć ale wesele bez muzyki?! Dlatego też nalezy pytać o rozmieszczenie prądu oraz czy sala lub zespół który wybieramy mają alternator. 
- czy pomagają przy pakowaniu jedzenia po weselu/ czy dają pojemniki na to jedzenie (dobrze jak pakują i dają,  odchodzą kosty opakowań + czas/zdrowie rodziców, wujków po weselu którzy to zazwyczaj to pakują)


Z cyklu weselnych absurdów: 
Właścicielka jednego z lokali kazała nam dopłacić gdy pytaliśmy czy możemy dołożyć swoich rzeczy do stołu wiejskiego ( dlaczego? bo prawie zawsze "wiejskie stoły" są złożone z miejskich wędlin itp, a jednak co swoje to lepsze)... tłumaczyła to tym że skoro jest więcej jedzenia, to obsługa musi więcej chodzić bo talerzyki będzie częściej zmieniać?!?! Szok. Dodam że to ta sama pani która chciała aby płacić za pokrowce dodatkowo. 

I pamiętajcie dziewczyny (te z wakacyjnych miesięcy panny młode) to ostatni moment na zamawianie sukni ślubnej! 



piątek, 18 stycznia 2013

powrót żony...



Żyję i wracam:) 
A póki co Nasz Dzień w bardzo telegraficznym skrócie. 
Od wesela minęło 5 miesięcy a nadal z nostalgią myślę o tych chwilach. 
Nic bym nie zmieniła, ani lokalu ani sukni*. Było cudnie.


*Gdy kupowaliśmy suknię, i tata zaniemówił z wrażenia gdy pierwszy raz mnie zobaczył- właścicielka salonu powiedziała do niego - One już takie są, księżniczki się rodzą ;) 






























niedziela, 16 września 2012

żoną być!

Noi stało się- jesteśmy małżeństwem od 22 dni! Półtora roku przygotowań, tyle nerwów, spraw do uzgodnienia... niby dużo czasu a potrzeba nam  było każdego z tych dni na dopracowanie szczegółów, co podobno było widać. Wszak, od dawna mówiłam, że diabeł tkwi w szczegółach;)

Noc przed ślubem zasnęłam zupełnie spokojnie i szybko. W sobotni poranek, o 6.30 obudził mnie pies i ...ulewa stukająca o parapet!!! Na dwór wyszłam w kaloszach i grubej kurtce. Na niebie nie było ani jednego jasnego prześwitu, z każdej strony straszyło szaro brunatne niebo. Postanowiłam nie panikować(- co mi się nie zdarza bo jestem największą histeryczką jaką znam;-)) , bo od 6.30 do 15.20 o której wychodziliśmy  domu było jeszcze sporo czasu i szansy na poprawę pogody. Wierzyłam że bliska mi osoba która, chyba najbardziej chciała być na tym ślubie a nie dożyła,  jest tam w górze załatwi mi pogodę na ten jeden dzień.  Poranny spacer gdy ulice były jeszcze zupełnie puste działał na mnie jak najmocniejsza tabletka na uspokojenie.
Po powrocie do domu włączyłam komputer z chęcią sprawdzenia pogody na najbliższe godziny( od tygodnia przed ślubem robiłam to codziennie kilka razy;)) szybko jednak przekalkulowałam priorytety i uznałam że drzemka lepiej mi zrobi. Obudził mnie o 8.30 harmider domowników. Mój budzik nastawiony na 8 nie zadzwonił. Na śniadanie zjadłam pół bułki, która później okazała się moim całym posiłkiem tego dnia. I się zaczęło- kolejno fryzjer i makijaż. Każda z nas trzech kobiet w domu o swojej porze wychodziła, dla porządku napisałam kolejność godzinową na kartce którą przywiesiłam w kuchni. Czas leciał szybko i cały czas miałam to uczucie zniecierpliwienia. Gdy siedziałam u fryzjera juz chcialam być na makijażu bo po makijażu czekało mnie przecież już tylko ubieranie. I się stało, pora ubierania. Przyjechała moja druhna, z naszymi bukietami które okazały się nie do końca takie jak chciałyśmy, ale mówię- trudno. Przez cały czas nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, byłam szczęśliwa i spokojna jak nigdy.Zaczęło się ubieranie, gorset sznurowały mi trzy osoby w tym tata:) Reszta poszła standardowo. O 15.25 przyjechał pan młody z ekipą fotografów, kamerzystą i świadkiem. Wpadliśmy na siebie na klatce, bo on czekał na dole a ja czekałam aż wejdzie ( nie było tradycyjnego błogosławienstwa itp.) Dwunastometrowy lincoln którym jechaliśmy zablokował wyjazd z dzielnicy:) W drodze nadal nerwów brak. Podjeżdżamy pod kościół, widzimy znajome twarze... robi się jeszcze lepiej... wychodzimy z limuzyny i czujemy wzrok tych ponad 140osób na nas. Każdy patrzy i się uśmiecha... robi się jeszcze milej. Wchodzę z tatą, ludzie już siedzą, czekają na nas. Pan młody przy ołtarzu. Jedyny mój stres- czy się nie potknę o suknię;) I słowa taty- idziemy powoli, Ty tu jesteś gwiazdą. Idziemy... i tu zatrzymał się czas- patrzę na prawo, na lewo, wyszukuję znajomych twarzy. Wszyscy uśmiechnięci... idziemy a ja myślę tylko o tym aby się nie popłakać (bo płaczę, wręcz ryczę na każdym obcym ślubie!) i się nie garbić;) Dochodzimy do ołtarza, tata przekazuje mnie przyszłemu mężowi, buziak w policzek dla mnie i słowa do niego- gratuluję żony. Wtedy mi się zrobiło gorąco. Pod samiutkim już ołtarzem widzę księdza, mojego znajomego który na naszą prośbę udziela nam ślub. Widzę jak się denerwuje, uśmiechamy się do siebie porozumiewawczo i chyba obojgu nam robi się lepiej. Cały mój stres wiązał się z tym że nie lubię mówić do mikrofonu, co w czasie mszy mówię do księdza, i znów kiwa  głową że jakoś to będzie. Przysięga- byłam w amoku, dopiero po chwili ogarnełam się   że to już TO. I jakoś poszło. Cały czas się śmiejemy i uśmiechamy. Smakuje mi wino mszalne;) Po wszystkim fotograf mówi abyśmy stanęli na tle ołtarza, stajemy a ludzie nie wiedzą o co chodzi. I stojąc na ołtarzu spada mi podwiązka;D Nie myśląc długo mówię do świadka- Andrzej, Andrzej podwiązka mi spadła! I zaczynam grzebać pod suknią. Dobrze że był bardziej świadom tego ze wszyscy na nas ptrzą i dziwnie wyglądałoby wkładanie rak przez świadka pod suknię na dodatek na ołtarzu;) Schodzimy z ołtarza, i druhna udając że poprawia tren łapie podwiązkę która już całkowicie spadła mi z nogi. Modlitwa przy ołtarzu bocznym i wychodzimy, strzelają tuby z płatkami róż, życzenia i jedziemy. Jesteśmy głodni, a ja od rana mam ochotę na frytki z McDonalda;).
Dojeżdżamy nie  z własnej winy późno, szampan, powitanie, przeniesienie przez próg itd. Pierwszy taniec- mój wymarzony walc z "Nocy i dni" wychodzi dobrze, choć sama zachwycona nie jestem a ciotki płaczą ze wzruszenia;) I nerwy całkowicie mijają. Zaczyna się wesele. Cały czas byliśmy głodni, bo swoje wesele to ciężka praca. Do każdego trzeba podejść, choć mam wyrzuty że i tak za krótko z niektórymi byliśmy, z każdym porozmawiać itd. Nie zjedliśmy żadnego dania całego. 
Było kilka wpadek, niedomówień, ale to wszystko to nic. Wesele mija jakby to była godzina. I prawdą jest to co każda panna młoda mówi przyszłej- chłoń każdą minutę, każdą chwilę bo to już się nie powtórzy a to jest wasz dzień. 
Więc dziewczyny, zazdroszczę że to wszystko jeszcze przed Wami. I chłońcie każdą minutę! 

A my cóż.. jesteśmy małżeństwem i jest nam dobrze jak chyba jeszcze nigdy wcześniej. Mity o "docieraniu się" nas nie dotyczą. 
Jest sielsko!:) 

wtorek, 21 sierpnia 2012

4 dni do ślubu

Nasz ślub już za 4 dni i tak jak przypuszczałam jesteśmy w proszku a na dodatek w 2 róznych miastach co nie ułatwia załatwiania ślubnych spraw. 

Czwartek i piątek będą straaaasznie zabiegane, pomijając terminarz moich kosmetyczno- fryzjerskich wyczynów musimy jeszcze:

- iść do spowiedzi 
- jechać do kościoła śłubnego podpisać protokół 
- fryzjer (a siedzę u niego średnio 4-5godzin!)
- kupić prezenty dla ojców( dla mam mamy złote kolczyki)
- nakręcić teledysk ślubny
- rozsadzić gości
- jechać na salę i poustawiać stoły wg naszego zyczenia, pousadzać gości co takie proste jednak nie jest
- przydałaby się jeszcze godzina tańców ( tańczymy walca wiedenskiego do muzyki z Nocy i Dni- może i sztampa ale wzrusza mnie ta melodia okrutnie gdy ją tylko słyszę) 
- kosmetyczka- robię paznokcie hybrydowe french


Tydzień przed ślubem zostałam bez butów. Nogi tak mi napuchły że nie było nawet mowy aby je włożyć na stopę a co dopiero "rozchodzić" jeden rozmiar do przodu. Na szczęście w sklepie przyjęli je bez problemu mimo że kupione było daaawno temu i nie miałam paragonu.. 

W niedziele kupiłam nowe, tej samej firmy( ważna była wysokość obcasa bo suknia była obcinana pod buty) ale w kolorze szampańskim, przynajmniej gdzieś je jeszcze założę.Znowu średnio wygodne ale piękne i przynajmniej w moim rozmiarze;) 

W zeszłym tygodniu biegałam za bielizną ślubną, co też jak się okazało łatwe nie jest. Już w czerwcu byłam dumną posiadaczką ślubnego stanika ale okazał się teraz za mały, chyba powinnam się cieszyć;) 
Nowy znalazł się w Intimissimi czy jakoś tak. Ceny wszystkiego co "ślubne" sa kosmiczne!

W miedzyczasie był też i wieczór panieński który zakończyłam o 5 nad ranem na izbie przyjęć w szpitalu z podejrzeniem złamania stopy ( tańce!!) generalnie każdy powinien mieć taki swój wieczór w życiu, tylko żeby nie skończył jak ja;) 

Nerwy ślubne? Nie... raczej coś w rodzaju "nie mogę się już doczekać!":)

sobota, 21 lipca 2012

ślub tuż tuż

Sprawy ślubne ruszyły, zaproszenia rozdane do końca( uff!), moja duża część wysłana w Polskę. Ludzie zaczynają oddzwaniać i... niestety odmawiać- a to ciąża, pogrzeb, wyjazdy służbowe, szkółka policyjna, kupione bilety za granicę, " powody obiektywne", śluby innych, "nasze dziecko ma 10 miesięcy i nie wytrzymuje bez mamy..."  i inne wymówki bądź kłamstwa:/ 
Planując ślub wybieraliśmy salę na ok 200osób. Planowaliśmy 180 gości, aktualnie dobijamy do 140 i modlimy się aby tyle akurat było, lub (chętnie!) więcej. 


Nasz lokal weselny...




Miałam ostatnią miarę sukni. Przytyłam 6cm(?!?!)  w biodrach, pasie, talii ;) Śmieję się, bo jestem chyba ewenementem, większość dziewczyn przed ślubami chudnie a ja na odwrót. 
Tragedii nie ma, ale mimo to suknia była poszerzana. 

Mój super ślubny stanik, o którym pisałam odparza mi skórę w obwodzie( bąble z wodą w kształcie kresek:/). Ponad to, miseczka jest za mała i teraz zastanawiam się czy kupować nowy czy zostawić skoro w sukni i tak jest on tylko dla mojego psychicznego komfortu. 

Świadek dowiedział się oficjalnie ze będzie świadkiem. Dziś mamy spotkanie świadka z moją druhną. 

Jutro idziemy na msze tzw skupienie, zapowiedzi w mojej parafii przydomowej dane (50 zł za to że ksiądz wywiesi je w gablotce, nawet z ambony nie będziemy czytani?!). Formalności kościelne na ten czas zakończone, zostanie dostarczenie zapowiedzi do kościoła ślubnego + formalności już ze świadkami w czwartek przed ślubem. No i te 2 spowiedzi. 

Butów nadal nie rozchodziłam, ściskają palce straaasznie ale dam radę bo są piękne;) 


Aha, nadal się nie denerwujemy. Tzn denerwujemy przygotowaniami, ale nie samym faktem ślubu. To źle? 






poniedziałek, 16 lipca 2012

Magda M.

11.07 w Warszawie przeszłam operację uszu, 
13.07 (piątek!) z bandażem na pół głowy, poszłam na rozmowę o pracę( 3 etap!). I ją dostaję, po raz kolejny 13 piątek okazał się szczęśliwy. Zaczynam od 24 lipca. Wymiar sprawiedliwości - tak jak marzyłam.  Czuję się Magdą M. , lub Agatą (tą nową z TVN'u) ;) 
Radość ogromna. 


------------------------------
ŚLUB
- mieszkanko się robi,
- pan młody sam zaprasza gości(no bo ja umieram, patrz- uszy)
 i dalej nic więcej nie ruszyło;)

niedziela, 8 lipca 2012

wyprzedaże cz.I

Jakiś czas temu weszyły letnie wyprzedaże, nie mogłam się powstrzymać i już pod koniec czerwca zaczełam wydawać ciężko zarobione pieniądze;) ( a szkoda, bo już teraz ceny obniżyły się jeszcze o co najmniej 30% niż wynosiły w czerwcu) 

Pierwszy zakup, typowo ślubny- bielizna. Załapałam się na likwidację La Senzy dzięki czemu piękne koronkowe bardotki udało mi się kupić - 50% ceny głównej. 


 Jedyny mankament- biustonosze od spodu mają cienkie silikonowe paseczki, które dzięki nim lepiej przylegają do ciała. Jeden tak do mnie przyległ za pierwszym założeniem na cały dzień (ok 24stopni na dworze) odparzył mnie pod pachą pozostawiając pręgę 4centymetrowego bąbla- blizna utrzymuje się już miesiąc...:/  Przy kolejnych noszeniach zachowywał się grzeczniej. Jak ze ślubnym, nie wiem. Czeka na swoją premierę, jeszcze miesiąc z kawałeczkiem... 


Mango, sklep w którym idealnie się odnajduję. Ubrania klasyczne, nie przesadzone, a mimo to jakieś takie wciąż dziewczęce. Ponad to genialne jakościowo, co bardzo cenię.  
Biały t-shirt uważam za podstawę. Poszukuję też zupełnie gładki który idelanie będzie pasował pod marynarki. 
Ostatnimi zakupami w Mango był sweter z nadrukiem imitującym koronkę (przecena!) oraz czarna klasyczna spódnica (przecena!)  




Mohito. Uwielbiam ich dziewczęce, wdzięczne kolekcje. Jednak co do jakości to jeszcze dużo im brakuje. Sama nie wiem ile już rzeczy oddałam tam w ramach reklamacji mimo wciąż tam wracam. Ostatnim hitem jest cieniutka bluzeczka z kołnierzykiem- przecena 39zł z 79,90zł! 


H&M, mięta bokserka, "złoty" naszyjnik z monetko- blaszkami


i paski w których się zakochałam, mięta i pudrowy róż. Przepięknie wyglądają do prostych i skromnych stylizacji. 


Na koniec istna perełka. Co prawda nie kupiona (niestety) na przecenie ale radości przysporzyła równie dużo. Sama sobie kupiłam złoty pierścionek z firmy Yes, kolekcja Rings, obrączka z żółtego złota cała w cyrkoniach. Od dawna marzył mi się taki pierścionek, jednak żaden który mierzyłam nie był wygodny tak aby albo nie zahaczał pierścionka zaręczynowego, lub aby nie obcierał mi palców obok. Dopiero ten z Yes okazał się idelany. Cała kolekcja stworzona została z myślą aby nosić kilka pierścionków naraz. Ja zostanę przy takiej wersji. 



Ślub 

 - Pokonaliśmy stado szakali (uff). A już mało brakowało a by wygrały...
- Kupiłam nowe buty do ślubu! Absolutnie się zakochałam gdy je zobaczyłam. I moje potworki poszły w kąt. Poczułam się jak Carrie Bradshow z Sexu w wielkim mieście, która chciała iśc do ślubu z nędznej garsonce... 




 zmieniła zdanie gdy założyła suknię ślubną od Vivivienne Westwood;) 



z dwojga złego ja jednak wolałabym garsonkę;)

- Jesteśmy daleko daleko za daleko w rozdawaniu zaproszeń. Czas i logistyka wciąż psuje nam plany. 
- Załatwiłam  "swojego" Księdza, aby udzielił nam ślubu. Poznałam go w pracy. 
Młody, sympatyczny, machnął ręką na mnie gdy dowiedział się że jesteśmy w lesie z papierologią urzędowo- kościelną. 
- Protokół ślubny spisany
- Okazało się że nasz kościół ślubny ma na tamten dzień, nowego proboszcza. Proboszcz ten jest znajomym mojego wujka, a poznali się w parafii oddalonej od obecnej o dobre 100km. Wujek jako główny sponsor kościoła, jako ten do którego proboszcz przychodził grać w piłkę z jego dziećmi 
( sutanny nawet wtedy nie zdejmował) wydeptał mi piękną i prostą ścieżkę u nowego Proboszcza. Znak że trzeba się żenić? I że taki zbieg okoliczności w parafii podrzędnej w centrum?:) Wierzę 
w to. 
- Załatwiliśmy Urząd Stanu Cywilnego. Szybko poszło, szybciej niż wszyscy straszyli. To jakie nazwisko będę nosić po ślubie pierwszy krzyknął Narzeczony;) 
- Jeżdżę pomiędzy dwoma miastami, pracy szukam... 
- Remont planuję, meble oglądam, rolety zamówione czyli mieszkanko tuż tuż.
- byłam u dermatologa na peelingu oczyszczającym pory. 400zł za 20 minut i 5 dni schodzenia skóry z twarzy. Wyglądam jak wąż który zrzuca skórę, ale muszę przyznać że efekty wygładzenia i zamknięcia porów widać już teraz. 
- wybrałam i kupiłam perfumy oraz szminkę które chce mieć "na sobie" w dniu ślubu. Stanęło na MAC Speed dial B71 Z serii Cremesheen

oraz na moim ukochanym Cacharelu Tentation 
- próbne czesanie całkowicie się nie utrzymało na moich włosach, podobnie makijaż. Kwestia włosów już została dogadana, zmieniamy koncepcję, z makijażystkę całą zmieniłam. Nie może być tak że malując się sama na cudze wesela wracam o 4-5 z prawie idealnym makijażem a gdy pomalowała mnie kobieta z kwitem potwierdzającym jej umiejętności makijaż spłynął przed 24 a o 22 zrolowały się cienie. Generalnie jakoś dziwnie wyglądałam, co każdy potwierdził.  


 z załatwien ślubnych pozostało:

- dokończyć rozdawanie zaproszeń- PILNE
- zamówić kwiaty
- powiedzieć świadkowi że będzie świadkiem- PILNE
- poznać świadków ze sobą 
- dać na zapowiedzi do oficjalnej parafii 
- kupić wino 
- dogadać szczegóły z naszym księdzem od ślubu
- kupić prezenty dla rodziców 
- uczyć się tańczyć
- dogadać szczegóły z zespołem, fotografem, kamerzystą i samochodem ślubnym
-  nakręcić czołówkę do filmu ze ślubu 
- Msza 3godzinna tzw skupienie- PILNE
- spowiedź ślubna nasza i świadków 
- domówić zaproszenia- PILNE 
- zamówić tablice kto gdzie ma siedzieć i winietki

i boję się że o czymś jeszcze zapomniałam

Matko Boska, to wszystko podzielone między 2 miasta i pomiędzy to że będziemy się teraz widywać co 2 weekend i to nie każdy... do ślubu 1 miesiąc i 17dni!!!