A to własnie my

Moje zdjęcie
Ona- przyszła żona tuż tuż,magister prawnik,chwiejna emocjonalnie, z zimnymi stopami. Estetka.Studentka miesiąca pewnej gazety. Prawdziwa baba z setką szpilek i ukochanymi torebkami.Wybaczy, ale nie zapomni.Interesują ją seryjni mordercy i kryminalistyka. NY w sercu od zawsze na zawsze. Marzy o pracy w dużej korporacji. Hobbystycznie bywa w sh. Szyje,doszywa,przerabia.Paznokcie muszą być zawsze pomalowane, zazwyczaj czerwień. Chciała być baletnicą i skrzypaczką. On- urzędnik, największy i niekwestionowany fan Mistrza Yody i Transformers,magister z licznymi naukowymi dyplomami still in progress, najbardziej rozchwytywany despotyczny korepetytor w wojewódźtwie.Furiat. Wariat który oświadczył się po nie całym roku znajomości. Nie marzy o BMW. Śpi z psem i się tego nie wstydzi. Nie wolno go pospieszać= typowa waga. Jego danie popisowe to spagetti wymagające mycia całej kuchni od podłogi po sufit, bo gotuje z rozmachem;) Razem- uzależnieni od energy drinków i colki. Marzymy o psie i wolno stojącej wannie.Kochamy Tesco, wyraki i lemury. Planujemy ślub, gryząc się przy tym niemiłosiernie:)Pomysł na bloga w zasadzie o wszystkim powstał spontanicznie już kilka razy. Enjoy!

wtorek, 4 października 2011

10 miesięcy

Do naszego wesela zostało 10 miesięcy i 21 dni. Mineło w mgnieniu oka. Doskonale pamiętamy gdy kaledarz wskazywał "jeszcze ponad 1,5 roku". Na dzień dzisiejszy mamy:

Salę:
- Klasyczna elegancja. Nowy obiekt. Dworkowo pałacykowy ok 10km za miastem. Cisza, spokój, brak ruchliwych ulic i sklepów. Zaufaliśmy menagerce oraz doświadczeniu właścicieli. Umowę podpisaliśmy gdy nie można było jeszcze wejść do lokalu, gdyż był to plac budowy. Ujeły nas wizualizacje dekoratorki wnętrz. Ciepła pani Magdalena(piękna dziewczyna) która przy ustalaniu szczegółów patrzy mi w oczy i zwraca się do mnie. Do nas. Ona chyba jako jedna z niewielu rozumie że to ślub nasz a nie rodziców. Czuję że ona jeszcze pamięta ślubne stroskane uczucia panny młodej. Zmieniam jej umowę dla naszych potrzeb, skonstruowaną przez prawnika- dziwi się ale zgadza. Dla wszystkich gości będą pokrowce na krzesła białe, być może przepasane wstążkami w kolorze tematycznym- o ile lokal się z tym wyrobi do sierpnia. Marzę o fuksji, zgaszonym fiolecie lub granacie. W tym samym deseniu ornamenty na zaproszeniach, kokardki na serwetkach oraz na krzesłach. Antypoślizgowa podłoga, kryształy na sufitach,możłiwość okrągłych stolików (bierzemy jadnak kwadratowe) zadbane toalety ( dużo kabin!) zielone obejście dookoła. Aneks do umowy z wykluczeniem drugiego wesela w tym samym czasie. Dokładnie o takim lokalu marzyliśmy, gdy weszliśmy tam pierwszy raz ( wpraszając się przed pierwszym weselem- czerwiec 2011) odetchnełam z ulgą. Kamień z serca, tak jakby połowa zmartwień ślubnych odpadła. Jest dobrze, a jak na to miasto lepiej być nie mogło.




 Zespół:
- Chwilę szukaliśmy, jeździliśmy podsłuchiwać na różne wesela. W końcu trafiliśmy. Umowę podpisujemy podczas domowej próby. Zaniemówiłam, i jestem zachwycona. Przesymaptyczni ludzie, piekna i miła kobieta wokalistka. Uczennica pani Prońko. Wieczór i pół nocy po podpisaniu umowy spędzam zasłuchując się w ich demówkach śpiewając na cały pusty mój dom. Gratis dostajemy Ave Maria w dziwacznej  i niespotykanej tonacji. Ciarki na plecach. To była tez dobra decyzja.

Kościół:
- Mamy zarezerwowaną godzinę mszy. 16 to dobra godzina na ślub. Kościół nie-parafia w centrum miasta, podobno najdłuższa droga do ołtarza w mieście. Starodawny, z duszą. Nie lubię go z zewnątrz, ale pokochałam w środku. I nie śmierdzi starym drewnem. O ile proboszcz wydaje mi się dziwny, to spowiedników mają w porządku. Zadatek na msze (stówka!) dany, zgoda z parafii narzeczonego ( za stówkę!) dana. W styczniu zgłaszamy się po indeksy, być może znowu trzeba będzie zapłacić( stówka?). W kancelarii poznajemy chłopaka który rezygnuje ze ślubu i chrztu w tym kościele. Mówi że "doją tylko z kasy". Mimo to zostajemy. Cała suma ślubu jakoś bardzo nas nie straszy.

Kamerzysta/ fotograf 
- Tu były wojny. Różnice poglądów na temat estetyki trwają do dziś. Ceny nieubłagalne. Kuriozalnie ogromne( to przecież tylko jedna noc!). Przegrywam z kretesem w swojej rodzinie jak i narzeczonego gdy proponuję kamerzystę ( razem z foto) za 4800zł. I wiem że mają rację. Zaczynam sobie przypominać że nigdy nie chciałam być gwiazda filmową i to że nawet nie lubię siebie oglądać w telewizorze co za tym idzie nie nalegam na super film o którym wcześniej tak marzyłam. Idziemy po najniższej linii oporu ( "przecież i tak nikt później tego nie ogłąda!") znajdujemy najtańszego. Oceniamy jego twórczość. Może być, widać że chce a skoro i my chcemy coś nie sztampowego to razem ma szanse coś wyjść. Będzie czołówka filmowa. Właśnie znalazłam tą piosenkę, póki co mój nr 1 na film czołówkowy: http://www.youtube.com/watch?v=v8uJjSbdy3k&feature=related
Kamerzysta zarezerwowany, umowa nadal nie podpisana.

W poszukiwaniach, przygód było więcej. Nie pamiętam nawet od kogo zaczelismy. Z pewnością wylądowaliśmy u "znajomego" który w anonimowym moim mailu podał cenę niższą niż prosto w oczy swojemu"znajomemu". Wprost powiedział że z ceny nie zejdzie w zamian dostaniemy więcej tego i tamtego. Nie zalezy nam na tym. Nie potrzebujemy skórzanych ksiąg, ramek i fototapet z nami samymi. Wracając od tego życzliwego znajomego, który trudni się zawodowo fotografią jak i vieofilmowaniem zadzwoniliśmy do usługodawców jednych z najlepszych w mieście. Cena wyżej już wspomniana 4800zł ( nie pełnej wersji!) Odpadają. Później był polecany na regionalnym forum ślubnym pan. Pan młody i przystojny co przyznać trzeba, zdjęcia rewelacyjne, cena bardzo konkurencyjna i kusząca. No istna okazja! Piszę maila, odpisuje z iphona. Młody pan zaczyna coś kręcić, kombinować. Od tak po wymianie 2 maili prosi o zaliczkę 300zł?! Zboczenie zawodowe, a może już i brak wiary w ludzi zapala mi wielką czerwoną lampkę. Odpisuję grzecznie że pieniążków nie będzie dopóki się nie spotkamy we trójkę na żywo. Pan twierdzi że wyjeżdza na weekend do Czech a to już ostatni termin jaki ma wolny. Proszę więc grzecznie ( jak narzeczony mnie nauczył;D!) o konakt po jego powrocie. Nie odezwał się, i dobrze. Kilka dni później odnajduję przyszłą pannę młodą która go zamówiła, ich termin również miał być " ostatni"... Kolejny kamerzysto fotograf przyjmuje nas u siebie w domu i ma Transformers na dvd co wzbudza w nas uczucie swojskości. Niestety, ale pan jest nami średnio zainteresowany. Zdjęcia- oklepany ogród botaniczny i pobliski skansen. To czego nie chcemy najbardziej. Mówimy o swoich propozycjach. Pan mówi że wszystko zrobi, że firma wszystko robi, ale gdy juz prosimy by to pokazał to mówi że nie ma..." ale firma wszystko zrobi bo działa na rynku 20 lat". Pan na oko 32-35lat. Cenowo nie był zły, ale zarówno i film jak i zdjęcia były mniej niż przeciętne. No szału nie ma.
Hitem fotografów i moim absolutnym faworytem dziwnych ludzi i weselnych śmiesznych historii jest pan hurtownik. Trafiliśmy do niego chyba przez przypadek. Małe studio, a raczej sklepik z dorobionym studiem. Jako jedyny poczęstował nas kawą:) Oglądamy zdjęcia- tragedia. Ale cena kusi...Pan opowiada jak to tydzień wcześniej syna żenił w lokalu w którym mieliśmy już zarezerwowaną datę. Daje nam wiele cennych wskazówek. Razem obgadujemy tamtejszą właścicielkę. Wygrywam z panem zakład o butelkę wódki. Mimo pełnej sympatii do pana, zdjęcia nadal nas nie przekonują. I to nawet jeśli byłyby za darmo. Kilka tygodni później od znajomego z branży dowiadujemy się że miły pan fotograf jest zawodowo sprzedawcą hurtownikiem a o profesjonalnej fotografii ślubnej nie ma pojęcia, stąd te koszmarne fotografie:)
W międzyczasie wysyłam setki maili z zapytaniami o oferty. Idziemy na wesele, znajomy fotograf. Kolega z ogólniaka mojej siostry i jej znajomych. Jego zdjęcia znam już od kilku lat, widze że chłopak pnie się wyżej. Jest sympatyczny, niezauważalny na weselu. Taki dyskretny. Chłopak ma pomysły, widać że nie robi tego tylko dla pieniędzy. Każda jego galeria z nowego ślubu jest w okreslonej stylistyce. Gdy widzę sesję z Alicji w Krainie Czarów lub nadmorskiej pieję z zachwytu. Moi rodzice którzy znają chłopaka również. Narzeczony kręci nosem. I nadal jesteśmy w kropce.

Wódka
- kupiona i załatwiona jako pierwsza rzecz na lisćie ślubnej. Mega promocja z całkowicie legalnego hipermarketu;) Wódka z górnej półki, ładnie wygląda, raczej łagodna. I tym sposobem od kwietnia mamy chyba z 5 kartonów wódy.

Fryzjer:
- zapisałam 4 głowy w tym siebie na ślubne czesanie. Wcześniej wymagane przez fryzjerkę próbne. Uległam temu wyścigowi ślubnemu by zaklepać sobie jak najlepsze miejsce i usługodawcę na (wtedy) 1,5 roku do ślubu. Fryzjerka mnie nie wyśmiała. Miejsce zajęte a ja czuję się spokojniejsza.


Wiele drobiazgów mam zaplanowanych w głowie (truskawki w szampanie, ścisłe trzymanie się elegancji), chyba jak większość kobiet. Zawsze podobała mi się praca weeding plenera a teraz gdy mam szanse przyjąć jego stanowisko odechciewa się wszystkiego.
Czasami jestem już zmęczona a wiem że to początek. Pamiętam z jakim zaangażowaniem szukałam fotografów i innych bzdetów w lutym zaraz po zaręczynach. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak to będzie. Na samą myśl o tym że każda decyzja musi przejść przez filtr odechciewa mi się dalszego wyszukiwania usług. Wypalam się. Coraz częściej myślę jaki to wszystko ma sens? W dalekiej egzotycznej podróży nie musiałabym martwić się o fotografa, pierwszy taniec i o to co będzie na obiad.

Nie byliśmy w tym roku na wakacjach, a rok byl wyjątkowo trudny i średnio udany może to dlatego. Coraz więcej kwestii wywołuje kłótnie. W sobotę kolejne cudze wesele. Do naszego pozostało jeszcze tylko jedno.

5 komentarzy:

  1. Cześć. Postanowiłam napisac bo blog spodobał mi sie juz po przeczytaniu opisu ^^
    Ach, zazdroszczę ci przygotowan. Ja niestety musze jeszcze poczekać nieco. Co do fotografa to tak sobie myslę, że lepiej dopłacic (choc z tego co widze ceny masakryczne) ale miec porzadne zdjęcia. W końcu będą je ogladac wasze wnuki! :D Bo skoro zdjęcia jednego ci sie nie podobaja ale cena... nie, tak nie mozna ;)
    Ale najbardziej mmnie rozwaliła wódka i fryzjer ,5 roku przed ślubem ;) Teraz to juz trzeba pięc lat do przodu planowac zeby sie w termin zmiescic ^ Pozdrawiam i jeszcze wpadnę.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. na pewno wesele będzie cudowne :))
    Nie dziwię się, że tak wszystko planujesz :))
    Pozdrawiam serdecznie!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć. Przesyłam link do tego co wrzuciłam na fcb. Jak chcesz to mozesz skomentowac. Jeszcze bede tak powoli sukcesywnie cos wrzucac.
    http://www.facebook.com/media/set/?set=a.259800137396150.66946.100000984966466&type=3#!/media/set/?set=a.259800137396150.66946.100000984966466&type=1
    Wybacz ze tak ale chce zeby tylko osoby które na prawdę chcą to widziały a nie ogłaszac sie na blogu z facebookiem :) mam nadzieje ze link diała

    OdpowiedzUsuń
  4. pomagam planować wesele kuzynki i na początku myślałam, że to będzie fajna zabawa ale z zabawą nie ma nic wspólnego! jest ciężko ale mam nadzieję że się opłaci i wesele będzie niesamowite! i tego samego Tobie życzę!:)

    OdpowiedzUsuń