A to własnie my

Moje zdjęcie
Ona- przyszła żona tuż tuż,magister prawnik,chwiejna emocjonalnie, z zimnymi stopami. Estetka.Studentka miesiąca pewnej gazety. Prawdziwa baba z setką szpilek i ukochanymi torebkami.Wybaczy, ale nie zapomni.Interesują ją seryjni mordercy i kryminalistyka. NY w sercu od zawsze na zawsze. Marzy o pracy w dużej korporacji. Hobbystycznie bywa w sh. Szyje,doszywa,przerabia.Paznokcie muszą być zawsze pomalowane, zazwyczaj czerwień. Chciała być baletnicą i skrzypaczką. On- urzędnik, największy i niekwestionowany fan Mistrza Yody i Transformers,magister z licznymi naukowymi dyplomami still in progress, najbardziej rozchwytywany despotyczny korepetytor w wojewódźtwie.Furiat. Wariat który oświadczył się po nie całym roku znajomości. Nie marzy o BMW. Śpi z psem i się tego nie wstydzi. Nie wolno go pospieszać= typowa waga. Jego danie popisowe to spagetti wymagające mycia całej kuchni od podłogi po sufit, bo gotuje z rozmachem;) Razem- uzależnieni od energy drinków i colki. Marzymy o psie i wolno stojącej wannie.Kochamy Tesco, wyraki i lemury. Planujemy ślub, gryząc się przy tym niemiłosiernie:)Pomysł na bloga w zasadzie o wszystkim powstał spontanicznie już kilka razy. Enjoy!

wtorek, 29 listopada 2011

coffee time









Kocham kawę,pod każdą postacią. Mogę ją pić 5 razy dziennie. Szczęście w nieszczęściu należę do grupy niskociśnieniowców, który potrzebują swojej dawki kofeiny codziennie do przeżycia. Pan Przyszły Mąż do tej pory nie może tego zrozumieć i krzyczy za każdy kubek kawy, nawet ten najmniejszy. 





Z okazji zbliżających się świąt Coffe heaven wypuściło już świąteczną edycję kaw.Nie mogłam się powstrzymać przed Gingerbread latte w rozmiarze M. Pychota. W okresie zimowym szczególnie lubię mieć coś ciepłego przy sobie. Ciepłego i aromatycznego. Ten kaprys przywiozłam ze sobą chyba z Nowego Jorku, tak mi się wydaje. Tam każdy ma ze sobą swoją moccę lub latte i nikogo to nie dziwi gdy po ulicy idzie się
z kubiem ulubionej kofeiny. Kubkiem papierowym, plastikowym lub nawet domowym porcelanowym! 
O termokubkach nie wspominając. 








Wraz z rozpoczeciem przeze mnie studiów podyplomowych, gdzie zostałam zmuszona do pojawiania się  na zajęciach o 8.30?! postanowiłam zainwestować w termokubek. Pan Przyszły Mąż, złośliwie twierdził że potrzebny mi termos a nie fantazyjny termokubek. I w sumie cały czas przekornie tak twierdzi... 

 Szukałam usilnie. W marketach cenowo ok 10zł, wizualnie brzydkie. W Internecie, wizualnie lepiej ale ceny dużo wyższe. Termokubek w coffeheaven- 99zł:( to za dużo mimo że piękny- stonowany, niebiesko brązowy, o pięknym opływowym kształcie. 

Zupełnie przypadkiem tydzień temu (po tym jak się spóźniłam na zajęcia, dosżłam do wniosku że nie ma sensu wchodzić do sali i udałam się do centrum handlowego) zakupiłam termokubek w... Tally Weijl. 29,90zł. Wściekły róż, typowo dziewczeński, trochę aż za nadto nawet jak dla mnie ale moja kawa ciepła była tylko przez ok 45minut:( to o wiele za mało jak dla mnie. I musimy się pożegnać, różowy kubek trafi na allegro szukać nowego właściciela a ja będę szukała nowego termokubka. A może Mikolaj w tym roku mi go przyniesie...:>? 







4 komentarze:

  1. Coffe heaven ma najlepszą kawe na świecie! świąteczne wydanie jest po prostu fenomenalne :)
    A czy na Twojej dłoni na zdjęciu widać pierścionek zaręczynowy? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mon, uważaj na te kubki tańsze. U nas (nadal tak mówię na Empik Cafe) wszystko drugi sezon 19,90, ale nikiel ze środka czuć w kawie (tak mówią zaufani klienci). Sprawdź swój produkt. A propos kawy.. może gingerbread mocha w EC właśnie, jeszcze przed świętami, razem? :)

    mag.

    OdpowiedzUsuń
  3. I jako podstawke pod kubek masz pracę magisterską? :D:D
    Ja taka samą fanka jestem herbaty. kawę rzadko pije, zima cześciej dla rozgrzania. A w NY byłam latem więc królowała kawa mrożona z Dunkin Donuts :):)
    Ja widzialam fajne kubki z Biedronce po 8zł ale właśnie nie sadziłam zeby długo trzymały. Miałam taki niby profesjonalny z Head i za godzine herbate juz miałam letnią

    OdpowiedzUsuń