A to własnie my

Moje zdjęcie
Ona- przyszła żona tuż tuż,magister prawnik,chwiejna emocjonalnie, z zimnymi stopami. Estetka.Studentka miesiąca pewnej gazety. Prawdziwa baba z setką szpilek i ukochanymi torebkami.Wybaczy, ale nie zapomni.Interesują ją seryjni mordercy i kryminalistyka. NY w sercu od zawsze na zawsze. Marzy o pracy w dużej korporacji. Hobbystycznie bywa w sh. Szyje,doszywa,przerabia.Paznokcie muszą być zawsze pomalowane, zazwyczaj czerwień. Chciała być baletnicą i skrzypaczką. On- urzędnik, największy i niekwestionowany fan Mistrza Yody i Transformers,magister z licznymi naukowymi dyplomami still in progress, najbardziej rozchwytywany despotyczny korepetytor w wojewódźtwie.Furiat. Wariat który oświadczył się po nie całym roku znajomości. Nie marzy o BMW. Śpi z psem i się tego nie wstydzi. Nie wolno go pospieszać= typowa waga. Jego danie popisowe to spagetti wymagające mycia całej kuchni od podłogi po sufit, bo gotuje z rozmachem;) Razem- uzależnieni od energy drinków i colki. Marzymy o psie i wolno stojącej wannie.Kochamy Tesco, wyraki i lemury. Planujemy ślub, gryząc się przy tym niemiłosiernie:)Pomysł na bloga w zasadzie o wszystkim powstał spontanicznie już kilka razy. Enjoy!

poniedziałek, 9 stycznia 2012

jak się nie pozabijać.

Święta święta i po świętach. Mineły jeszcze szybciej niż zwykle. Mikołaj był i babeczki z lukrem też;)

i jeszcze więcej prezentów:-))

był też wyjazd do Warszawy i szaleństwo wyprzedażowe. Ale o tym długo by pisać. 
Jednym z głównych moich szczęść warszawskich jest nowy termokubek ze Starbucks'a:))

nie trzyma może długo ciepła, i nie był z wyprzedaży ale nie rozlewa swojej zawartości będąc w pozycji poziomej, co akurat jest dla mnie ważne bo w aucie leży luźno a i do torebki można go bez obaw wrzucić. To zdecydowanie moje nawiększe szczęście warszawskie;)

Przy następnej wyprawie, która notabene już w tym tygodniu będę polować na ładny, domowy porcelanowy kubek w Starbucksie. Mała rzecz a cieszy. Kolejny kawałek Nowego Jorku we własnym domu:)



W związku z zamieszaniem ślubnym, które od tygodnia przedświątecznego( bo to najlepszy czas na podejmowanie decyzji, gdzieś tak miedzy robieniem pierogów a ubieraniem choinki...brr...) kłóciliśmy się strasznie. Pogodzić 6 osób co do jednej kwestii jest bardzo trudno. 
Pojawiła się też jedna negatywna opinia o naszym lokalu ślubnym. Oraz jedna pozytywna z tej samej imprezy(sylwester). Jak to rozumieć? Każdy rozumie to po swojemu. 

Wstępnie jest też ustalony samochód ślubny, do zaklepania i potwierdzenia jutro. 
Rozglądamy się też za ciastem i tortem, sądząc po wstępnych ustaleniach ma pójść gładko i bezkonfliktowo. Oby. 

Myślę też o swojej biżuterii ślubnej. Upatrzyłam jeden model bransoletki od Swarovskiego.Ale to też jeszcze do przemyślenia, bo i koszt nie mały. 
Mam zamówioną suknię i kupiony welon. Przed butami nadal uciekam, bo wciąż widzę same koszmarki z długimi czubami albo toporne białe na platformach.I na białych wcale nie subtelnych słupkach, a tego to ja nie chcę. 

A i obrączki oglądaliśmy, nawet w kilku miejscach. Bardzo podobają mi się te z wersją damską w diamentach. Ale niestety, po mierzeniu i przy tym że chcę nosić obrączkę razem z moim pierścionkiem zaręczynowym obrączki muszą być takie jakie na samym początku przekreśliłam- gładkie, pół okrągłe. A to że pierścionek musi być z obrączką, jest kwestią nie podlegającą dyskusji. Toteż obrączki będą klasyczne, pół okrągłe. Swoją drogą bardzo wygodne. A już z pewnością wygodniejsze od prostych ściętych które bardzo mi się podobają. 


Noi powoli klaruje się nasza sytuacja życiowa, gdzie się osiedlimy. Za mną zaczęła przemawiać Warszawa. Na mnie czeka praca ( w zawodzie!), Przyszly Pan Młody też bez większego trudu ją tam znajdzie, mamy mieszkanie w cenie 400zł czynsz( a w nim wszelkie opłaty licznikowe)+ internet we własnym zakresie. Czego chcieć więcej? Ale i o to się kłócimy. 

Z weselszych informacji, pojawiła się na świecie nowa Istotka. I mimo że wiedziałąm o całej ciąży i mocno jej kibicowałam, aż się popłakałam przy tej wiadomości. Matkę dziecka (brzmi to bardzo oficjalnie, i przypomina mi jakieś akta sprawy;P) znam osobiście, Ojca poznałam przelotem. Dziecko chciane i (o dziwo jak na te czasy!) planowane. Młody, urodził się 3.01.2012. I pełne 9 miesięcy przeżywałam na odległość z jego matką, modląc się nawet w Sylwestra w duchu- aby jeszcze poczekali, bo rodzice woleli by Młody urodził się już w nowym, 2012 roku. Serdecznie polecam, bo tą historię pisze serce. Ich pierwszy syn





3 komentarze:

  1. Hmm od czego zacząć? Po pierwsze... ja chcę taki kubek!!!!!!! ;) U mnie w okolicy nie ma Starbucks (ile w ogóle w końcu w Polsce otwarli) i ceny przecudne (ha!) ale i tak bym się skusiła.
    Co do obrączek to też wolę te półokrągłe (takie mamy) i faktycznie jak z pierścionkiem to już bez ozdóbek. Mi sie np podoba taka z tefnym diamencikiem na środku też widziłam.
    I zazdorsze że wam się tak fajnie układa ;) Mieszkanie normalnie marzenie ta cena ;) I z pracą też fajnie. Mnie czeka szukanie. I przeraża mnie to bo nie chcę wyjeżdżać z Polski za bardzo.
    No a co do opinii o sali to sie nie przejmuj. Każdy oczekuje czegoś innego. Poza tym Sylwester to specyficzna impreza ^^
    A ilość prezentów faktycznie imponująca. Kto dostał buty? ^^
    P.S. dlaczego przeraził cię tytuł mojej notki?xD

    OdpowiedzUsuń